Elaine i konie

Poniżej tekst znaleziony kiedyś w internecie, niestety nie pamiętam już źródła.

„Powiedzmy, że facetowi imieniem Roger podoba się kobieta… Nazwijmy ją Elaine. Zaprasza ją do kina. Ona się zgadza, spędzają razem miły wieczór.

Kilka dni później proponuje jej obiad w restauracji i znów oboje są zadowoleni. Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich nie widuje się z nikim innym.
Aż któregoś wieczoru w samochodzie, Elaine zauważa:
„A wiesz, że dziś mija dokładnie sześć miesięcy odkąd się spotykamy?„
W samochodzie zapada cisza. Dla Elaine wydaje się ona strasznie głośna.
Teraz zaczyna się dialog bez słów.
(Elaine):„Kurcze, może nie powinnam była tego mówić. Może on nie czuje się dobrze w naszym związku. Może sądzi, że próbuję na nim wymusić jakieś zobowiązania, których on nie chce, albo na które nie jest jeszcze gotowy.„
(Roger): „O rany. Sześć miesięcy”.
(Elaine): „A tak w sumie to i ja sama nie jestem pewna, czy chcę takiego związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej czasu, żebym mogła przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem. Czy ja naprawdę chcę, żebyśmy posuwali się dalej…? W zasadzie… do czego my dążymy? Czy tylko będziemy się nadal spotykać na tym poziomie intymności? Czy może zmierzamy ku małżeństwu? Ku dzieciom? Ku spędzeniu ze sobą całego życia? Czy ja jestem już na to gotowa? Czy ja go właściwie w ogóle znam?„
(Roger): „… czyli… to był… zobaczmy… czerwiec, kiedy zaczęliśmy się umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten samochód, a to znaczy…spójrzmy na licznik… Cholera, już dawno powinienem zmienić olej!„
(Elaine): „Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest zupełnie inaczej? Może on oczekuje czegoś więcej — większej intymności, większego zaangażowania… Może on wyczuł — jeszcze zanim sama to sobie uświadomiłam — moją rezerwę. Tak, to musi być to. To dlatego on tak niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia.„
(Roger): „I muszę jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy. Cokolwiek te barany z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze. Zwalają winę na mrozy. Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik pracuje jak stara śmieciara! A ja głupi jeszcze zapłaciłem tym niekompetentnym złodziejom sześć stówek.„
(Elaine): „Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu zła. No — to moja wina, kazać mu przez to przechodzić, ale nic nie poradzę na to, co czuję. Po prostu nie jestem pewna…„
(Roger): „Pewnie powiedzą, że gwarancja tego nie obejmuje. To właśnie powiedzą, chamy.„
(Elaine): „Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza na białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, z którym lubię być, na którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także zależy na mnie. Mężczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej, dziecinnej, romantycznej fantazji.„
(Roger): „Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie wsadzili w dupę. Ja chcę mieć sprawny wóz”
Wreszcie …
– Roger — odzywa się Elaine.
– Co? — pyta Roger, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.
– Nie dręcz się już tak — kontynuuje Elaine, a jej oczy zaczynają napełniać się łzami.
– Może nigdy nie powinnam… Czuję się tak… (załamuje się i zaczyna szlochać)
– Co? — dopytuje się Roger.
– Jestem taka głupia… Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To głupie. Nie ma rycerza i nie ma konia.
– Nie ma konia?
– Myślisz, ze jestem głupia, prawda ? — pyta Elaine.
– Nie! — odpowiada Roger, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową (chyba) odpowiedź
– Ja tylko… Ja tylko po prostu… Potrzebuję trochę czasu… (następuje 15-sekundowa cisza, podczas której Roger, myśląc najszybciej jak potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu trafia na jedną, która wydaje mu się niezła)
– Tak — mówi.
Elaine, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.
– Och, Roger, naprawdę tak czujesz? — pyta.
– Jak? — odpowiada pytaniem Roger.
– No, o tym czasie… — wyjaśnia Elaine.
– Nnnoo… Tak.
(Elaine odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy, sprawiając, że Roger zaczyna się czuć bardzo nieswojo i obawiać, co też ona może teraz powiedzieć, zwłaszcza, jeśli to dotyczy konia. W końcu Elaine przemawia)
– Dziękuje ci, Roger.
– To ja dziękuję — odpowiada mężczyzna.
Potem odwozi ją do domu, gdzie rozdarta, umęczona dusza chlipie w poduszkę aż do świtu, podczas gdy Roger wraca do siebie, otwiera paczkę chipsów, włącza telewizor i natychmiast pochłania go powtórka meczu tenisowego między dwoma Czechami, o których nigdy wcześniej nie słyszał.
Cichy głosik w jego głowie podpowiada mu, że w samochodzie wydarzyło się dziś coś ważnego, ale Roger jest pewny, że nigdy nie zrozumie co, więc stwierdza, że lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą taktykę stosuje w stosunku do głodu na świecie).
Następnego dnia Elaine zadzwoni do swej najbliższej przyjaciółki, może do dwóch i przez sześć godzin będą omawiać tę sytuację. Drobiazgowo zanalizują wszystko, co ona powiedziała i wszystko, co on powiedział, poraz pierwszy, drugi i n-ty, interpretując każde słowo, każdą minę i każdy gest, szukając niuansów znaczeń, rozważając każdą możliwość..
Będą o tym dyskutować, przez tygodnie, może przez miesiące, nieosiągając żadnej konkluzji, ale także wcale się tym nie nudząc.
W tym samym czasie, Roger, pijąc piwo ze wspólnym przyjacielem jego i Elaine, zastanowi się i zapyta:
– Norman, nie wiesz, czy Elaine miała kiedyś konia?”

Amatora na potwora?

Jak mówi przysłowie z dobrej mąki dobry chleb. By zwiększyć szansę na dobrej jakości wypiek szukamy najpierw dobrej gatunkowo mąki. W małżeństwie jest podobnie. Żeby żyć szczęliwie w małżeńskim stadle szukamy najpierw odpowiedniego kandydata. Lecz jakie cechy powodują, że ktoś stanowi dobry materiał na męża?

Pewne wskazówki możemy znaleźć w powojennym wydaniu katolickiej książeczki do nabożeństwa.

 Uwagi i przestrogi dla wstępujących do stanu małżeńskiego

Amory 

 Zanim zawrzesz znajomość celem przyszłego małżeństwa, poradź się rodziców i ludzi uczciwych – ale zawczasu, bo potem za późno żałować i narzekać. Nie znajdzie szczęścia, kto wszelkie wygody życia obiecuje sobie po zawarciu związku małżeńskiego. Sakrament małżeństwa to nie wygoda, to nie wolność, lecz przeciwnie, czekają Cię obowiązki wielkie a ciężkie. Panna odpowiada tylko za siebie samą, a mężatka za męża, za dzieci. Dlatego nie względy światowe powinny łączyć małżeństwa, nie pieniądze, nie stanowisko, nie piękna twarz, lecz szczera i czysta miłość oparta na Bogu, i cnocie. Nigdy szczęśliwym nie będzie, kto goni za uciechami i przy rozpustnych zabawach i tańcach szuka, i znajdzie swoją żonę, czy też narzeczona swego męża.

Młodzieniec niech się nie żeni o osobą lekkomyślną rozpustną, pyszną, niegospodarną, leniwą, kłótliwą, upartą, niepobożną, niemoralną, która swych rodziców nie szanuje, ludzi obgaduje, swego języka nie hamuje.

Panny niech nie wychodzą za mąż za pijaków, za karciarzy (bo ci prawie nigdy się nie poprawią), za rozpustników, bo z takimi piekło mieć będą. Do szczęśliwego małżeństwa trzeba ci chleba i nieba.

Dojrzały wiek, utrzymanie, zdrowe ciało, zdrowy duch powinny cechować wstępujących do stanu małżeńskiego. Obydwoje muszą pilnować modlitwy i pracy. Jeśli oboje znacie się dobrze i macie wzajemne do siebie zaufanie, wtedy za wolą Bożą idźcie do swego proboszcza, by zamówić zapowiedzi. Na zamówienie zapowiedzi i na naukę przedślubną przez Kościół przepisaną obydwoje narzeczeni powinni się stawić.

Jeśli istnieją jakieś przeszkody małżeńskie, trzeba zawczasu za pośrednictwem swego proboszcza starać się u wyższych władz kościelnych o dyspensę.

Do Sakramentu Małżeństwa powinni narzeczeni przystąpić w stanie łaski uświęcającej. Przed zapowiedziami powinni narzeczeni odprawić spowiedź z całego życia dla zgładzenia grzechów młodości.

Drugi raz przystępują do spowiedzi przedślubnej, aby uprosić sobie błogosławieństwo Boże i w nowym stanie nowe, bogobojne życie powadzić. Niech sobie wzajemnie mocno postanowią, że swych rodziców nawzajem szanować będą.

 Co to jest Sakrament Małżeństwa?

 Małżeństwo jest to Sakrament, w którym dwoje chrześcijan stanu wolnego zawiera ze sobą nierozerwalny związek i otrzymuje od Jezusa Chrystusa łaskę do wiernego wypełnienia przyjętych obowiązków.

 Co sobie nowożeńcy ślubują?

 Nowożeńcy ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci.

 Jakie są obowiązki małżeńskie? 

  1. Żyć społem w zgodzie, miłości i wierności małżeńskiej aż do śmierci.
  2. Wzajemnie dawać sobie dobry przykład, żyjąc bogobojnie.
  3. Wychowywać dzieci w bojaźni Bożej.
  4. Mąż powinien żonę żywić i utrzymywać, a żona powinna słuchać męża we wszystkim, co jest prawe i uczciwe.

 

Mężczyzno, uważaj

Mężczyzno, który bierzesz sobie tę młodą dziewczynę,
Wkładając na jej dłoń obrączkę
I nie dasz jej nic ponad to, co trzeba, by doświadczyła bólu rodzenia.
Uważaj! Ona niesie w sobie tajemnicę – jest Nieznana.
Ty zaś nie znasz jej, ani się nie troszczysz, by ją poznać.
Nie zadajesz jej pytań, ani na nią nie patrzysz.
Uważaj! Ona tam jest. Nieznana. Uważaj!
Tajemnicza dziewczynka o zamkniętych oczach.
Ona tam jest: sama, gotowa przyjmować i spragniona
Byś ją napełnił sobą…

Uważaj! W cieniu wokół niej
Wiatr niepokoju, smutek jesieni,
Drżąca woda wśród traw,
Skarga przelatującego ptaka,
Zapach utraconego kraju, który ją szuka i wzywa,
I jej smutek w twoim domu
I jej samotność w twoich ramionach…

Ktoś ją rozpozna, Nieznaną.
Ktoś ją odnajdzie, zagubioną.
Ktoś z nią się połączy, opuszczoną.
Ktoś pokocha ją taką, jakiej nigdy nie widziałeś
I na jakiej ci nigdy nie zależało, by ją znać taką.
Ktoś weźmie tę, która czekała, aby ktoś ją wziął.
Ktoś ci ją odbierze taką, jakiej nigdy nie posiadałeś.
Tajemniczą dziewczynkę uwięzioną w twojej żonie.

Zostawi ci twoją żonę, jak się zostawia opakowanie po przedmiocie.
Zostawi ci jej pracujące ręce.
Zostawi ci jej stroje i jej ciało
to także strój tylko, że cięższy
Zostawi ci ją taką, jaką się posługujesz.
Ale porwie tę, której nie potrzebujesz,
Małą dziewczynkę, jak bławatek nieużyteczną w polu zboża.

Marie Noël (Notes intimes)

tłum.o. Kazimierz Lubowicki OMI

Pierwsza randka Willa – fragment książki Susan F. Young „Ty także jesteś neurotykiem”

Wszyscy koledzy Willa zaczęli chodzić na randki. Chłopcy z którymi jeszcze niedawno w piątkowe wieczory chadzał do kina i tam rzucali w siebie dmuchaną kukurydzą, teraz chodzą do kina z dziewczynami.(…) Nawet najlepszy przyjaciel Willa chodzi na randki. Nie ma wyjścia, Will też będzie musiał zaprosić kogoś na zabawę szkolną.
Ale kogo?
Nie może zaprosić dziewczyny, którą chciałby zaprosić, Tani Marlow, bo wszyscy chłopcy z klasy w niej się podkochują i ona o tym wie. Gdyby ją poprosił, roześmiałaby mu się w nos.
Mógłby zaprosić Lindę Peel, bo wie od kilku chłopców, którzy znają dziewczyny, które znają Lindę, że Linda podkochuje się w nim. Istnieją zatem duże szanse, że się zgodzi. Jednak żaden z chłopaków nie uważa że Linda jest ładna. Jest ładna, ale żaden chłopaków tak nie uważa, ponieważ nie ma długich włosów i nie chichocze. Przecież nie może zaprosić dziewczyny, której żaden z chłopców nie uważa za ładną. Pomyślą, że mama mu kazała albo coś w tym rodzaju. Albo że wiedział, że nie będzie miała odwagi mu odmówić.
Mógłby zaprosić Suzanne Widme. Suzanne nie jest ładna, ale ma długie włosy i chichocze jak trzeba, więc wszyscy chłopcy uważają, że jest w porządku. Nie jest jednak całkiem w porządku, bo woli iść mamą na zakupy niż tańczyć z nim.
Ale jak ma ją zaprosić?
Mama twierdzi, że wszystko, co ma do zrobienia, to podnieść słuchawkę i wykręcić numer Suzanne. Gdy ona podejdzie do telefonu, powinien powiedzieć: Halo! Suzanne, tu Will. Czy zechciałabyś pójść ze mną potańczyć? – Mama twierdzi, że to nic trudnego.
Will zamyka się w łazience i spędza tam około godziny powtarzając tę kwestię. W końcu, nauczywszy się na pamięć większej jej części, podchodzi do telefonu. Widzi całą rodzinę siedzącą w saloniku przed telewizorem. Tego się nie spodziewał. Nie może przecież zapraszać Suzanne Widme na zabawę, gdy cała rodzina go słucha. Prosi, by na kilka minut wyszli z pokoju. Mówią, że się nie ruszą. – Nikt cię nie będzie podsłuchiwał – mówi mama. Bracia tarzają się ze śmiechu na kanapie.
Will przez dwa wieczory czeka na chwilę, kiedy rodziny nie będzie w domu, by mógł zadzwonić do Suzanne Widme. Chwila ta nigdy nie nadchodzi, a zabawa jest już za kilka dni. Idzie więc do budki telefonicznej. Drżącymi palcami wykręca numer Suzanne. Odbiera ojciec. Will odwiesza słuchawkę. Przykłada czoło do szyby na kilka sekund i dzwoni ponownie. Tym razem odbiera Suzanne. Był przygotowane na ojca, nie na nią. Odwiesza słuchawkę.
Will pyta swego najlepszego przyjaciela, jak zaprosić Suzanne. – Napisz liścik – radzi najlepszy przyjaciel. – Wtedy nie będziesz musiał osobiście odczuć, że jesteś odrzucony.
To brzmi sensownie. Will zrobi wszystko, by uniknąć publicznego upokorzenia. Pisze liścik. Zajmuje mu to cztery godziny, ale efekt jest majstersztykiem chłodu, oszczędności i zwięzłości: „Droga Suzanne! Może poszłabyś ze mną na zabawę? Twój Will”. Nosi go przy sobie całe popołudnie, sprawdzając co dziesięć minut, czy wciąż tkwi w kieszeni. W końcu nadchodzi pora lunchu. Już ma podejść do niej w jadalni i położyć liścik obok kanapki z serem, kiedy trzeźwiąca myśl wpada mu do głowy. A co będzie jeśli Suzanne pokaże liścik przyjaciółkom? Albo puści go obiegiem po stołówce? A może zrobił jakiś malutki błąd w pisowni jej imienia albo nazwiska i ona pomyśli, że jest kompletnym tumanem? A jeśli zaczną śmiać się z niego wszyscy, nie tylko Suzanne? Zjada liścik.
Dwa dni przed zabawą Will pyta ojca, jak zaprosić dziewczynę.
- Czemu po prostu nie wpadniesz do niej do domu i nie zaprosisz jej osobiście? – pyta ojciec.
- Ja? – pyta Will nieco sceptyczny wobec prostoty i śmiałości pomysłu taty. – Czy tak zacząłeś chodzić z mamą?
- Jakoś tak – odpowiada ojciec.
Will wkłada kurtkę i kroczy do domu Suzanne Widme. W domu pali się światło i jego nadzieje, że nikogo nie ma, okazały się płonne. Stoi w zaroślach przez trzydzieści sześć minut próbując zdobyć się na odwagę i bezwiednie wsłuchując się w program telewizyjny oglądany przez rodzinę. Kiedy program się skończył, a on zdał sobie sprawę, że wciąż sterczy w krzakach, zaczyna powtarzać raz jeszcze swoje przemówienie. W końcu, kiedy jest prawie pewny, że uchwycił jego istotę, skrada się na palcach do drzwi frontowych. A co będzie, jeśli to nie Suzanne otworzy drzwi, lecz jej siostra, duża, atletyczna dziewczyna o śmiechu kozy? Nic nie będzie – tłumaczy sobie Will.- Nie ma przepisu zabraniającego szkolnym kolegom Suzanne stawać u drzwi Suzanne. Ona nie będzie wiedziała, po co tu przyszedłem. Robi głęboki wdech i znów liczy do dziesięciu. Drzwi otwierają się. To brat Suzanne, kulturysta, wyrusza do siłowni poćwiczyć. – A to co za jeden? – pragnie się dowiedzieć. Jego mięśnie grają pod podkoszulkiem i praz to brat Suzanne wygląda nieco groźnie. Will ucieka.
Chłopcy w szkole nazajutrz rozmawiają o dziewczynach, które zabiorą na tańce. Chłopie – opowiadają sobie – ona szaleje za mną. Wiem o tym. Założę się, że mnie pocałuje. Założę się, że będzie mnie błagać, żebym znów ją zabrał. Pytają Willa, z kim idzie na zabawę. Will nie reaguje. Wysypuje swoje frytki na spodnie i musi pobiec do toalety usunąć plamę.
Wieczorem, przed zabawą, w krańcowej rozpaczy, Will dzwoni do Lindy Peel. Gdy zaczyna wykręcać numer, w saloniku zalega cisza. Pani Peel odbiera telefon. Will prosi Lindę.
- Will Williams – przedstawia się próbując mówić spokojnym głosem.
Brat Willa zaczyna się śmiać. – Na twoim miejscu zmieniłbym imię i nazwisko – bełkocze.
Linda Peel podchodzi do telefonu.
- Cześć, Linda – mówi Will.
- Kto mówi? – pyta Linda.
- To ja, Will – odpowiada Will.
- Jaki Will? – pyta Linda.
- Will Williams – mówi Will szeptem.
Brat spada na podłogę tarzając się ze śmiechu.
- Will Williams? – powtarza Linda. – Czy ja cię znam?
Czy go zna? Ona szaleje za nim. Może też jest zdenerwowana.
- Z lekcji angielskiego – odpowiada. Musi mówić trochę głośniej, by zagłuszyć chichot brata.
- Chodzisz ze mną na angielski? – pyta Linda. Nie tylko nie jest zbyt atrakcyjna, ale ma przytępiony słuch. – A gdzie siedzisz?
- Obok Mohammeda.
- Ach, Will! – wykrzykuje Linda. – W jakiej sprawie dzwonisz? Nie wiesz, co zadane do domu?
Teraz, kiedy z nią rozmawia, zdaje sobie sprawę, że naprawdę lubi Lindę Peel. Ma takie piękne zielone oczy i świetne poczucie humoru.
- Nie, nie – mówi Will próbując zmieścić jak najwięcej słów w jednym oddechu. – Wiem, co zadane. Ale właśnie zastanawiam się, czy nie chciałabyś pójść ze mną na zabawę jutro wieczorem?
Jest tak dalece przekonany, że Linda Peel z radością skorzysta z okazji, by pójść z nim na tańce, że dopiero po sekundzie dociera do niego jej odmowa.
- Ojej, tak mi przykro Will, ale jutro od razu po szkole wyjeżdżam z rodzicami na weekend.
Wie, że ona kłamie. Żołądek podchodzi mu do gardła. Łzy cisną się do oczu. Cisza w saloniku – gdyby nie hałaśliwa wesołość brata – jest tak głucha, jak cisza, która nastąpi po końcu świata.
- Ależ dobra, dobra, cześć! – mówi Will i odkłada słuchawkę.
Mama patrzy na niego ze współczuciem. Ojciec wczytuje się w nagłówki w gazecie. Brat sika ze śmiechu.
- I tak nie chciałem z nią iść! – krzyczy, mimo, że nikt go o nic nie pyta. – Co za żmija! – Biegnie do swojego pokoju. Minie kilka lat, zanim spróbuje zaprosić kogoś innego.
Dwadzieścia lat później Will trafia przypadkiem na Lindę Peel w telewizji. On jest specjalistą od dźwięku, ona zaś, Linda Ottoman, wielką, dociekliwą dziennikarką i oszałamiającą pięknością. – Will Williams! – woła. Przedstawia go otaczającemu ją tłumowi zachwyconych wielbicieli. – Oto jest chłopak, który złamał jej serce – mówi. Wszyscy śmieją się głośno. – To z pewnością nadaje się do literatury – są zgodni co do tego. – Jak mu się udało to zrobić? – Linda opowiada, jak to przez całą szkołę średnią czekała, żeby Will Wiliams ją gdzieś zaprosił. – Kiedy w końcu zaprosił – mówi z tym swoim zabójczo ujmującym uśmiechem, którym oczarowuje w równej mierze premierów co psychopatów – byłam tak przejęta i stremowana, że po prostu odjęło mi mowę. – Jej wielbiciele robią zdziwione miny – któż może wyobrazić sobie Lindę Ottoman z odjętą mową? – Ale nie to było najgorsze – ciągnie Linda. – Najgorsze było to, że musiałam odmówić, ponieważ z całą rodziną jechałam w odwiedziny do konającej babci. Beczałam przez całe tygodnie – mówi Linda śmiejąc się teraz głośno. – Za każdym razem, gdy zadzwonił telefon, myślałam, że to Will chce mnie znów zaprosić, ale już nigdy nie zadzwonił. I nigdy więcej nie popatrzył na mnie w szkole.

Randka – 12 sposobów by pierwsza randka okazała się ostatnią ;-)

 

12 błędów

popełnianych na randkach

(zaczerpnięte z serwisu senior.pl)

Błędy dotyczą niestety przede wszystkim pierwszej, najważniejszej randki ;)

Większość kobiet i mężczyzn rozpoczynających spotkania towarzyskie z płcią przeciwną po dłuższej przerwie, popełnia gafy, które mogą zaprzepaścić szanse na dłuższą znajomość. Często zdarza się, że z powodu zdenerwowania, bądź rozkojarzenia starsi „randkowicze” dopuszczają się nietaktownych zachowań, których stanowczo należy unikać, jeśli chce się wywrzeć dobre wrażenie. Poniżej przedstawionych jest 12 najczęstszych błędów oraz rady jak ich unikać.

 1. Spóźnienie

Spóźnianie się jest bardzo źle widziane. Każdy chciałby, aby jego czas był szanowany, nie można dezorganizować czyichś planów. Niepunktualne stawianie się na umówione spotkanie traktowane jest jako przejaw lekceważenia.

2. Konferencyjna powaga

Nie należy być zbyt poważnym. Chcąc wypaść jak najlepiej, zapomina się często o żartach, uśmiechu, rozluźnieniu napiętej na początku spotkania atmosfery. Osoba zaproszona na randkę oczekuje, że czas ten spędzi w miłym otoczeniu, na przyjemnej, lekkiej pogawędce. Randka nie może zmienić się w konferencję…

3. Bezustanne mówienie

Bezustanne mówienie odstrasza słuchacza. Nie dając rozmówcy dojść do słowa, niczego nie można się o nim dowiedzieć, również tego, czy cieszy się ze spotkania…

4. Niesłuchanie drugiego

Niesłuchanie interlokutora także może doprowadzić do nieprzyjemnej sytuacji, szczególnie wówczas, gdy prosi o wyrażenie sądu na przedstawiony przed chwilą temat. Żenującą jest prośba o powtórzenie niesłyszanych słów, gdyż stanowi ona dowód na brak zainteresowania kwestią podjętą przez towarzysza.

5. Obwinianie wszystkich wokoło

Obwinianie innych – szefów za zwolnienie z pracy, ex- małżonków za rozwód, rodziców za złe wychowanie, etc. zniechęci nawet najbardziej cierpliwego słuchacza. Wkrótce można obwiniać nowopoznaną osobę za niechęć powtórnego spotkania…

6. Udawanie kogoś innego

Kolejny błąd, to udawanie, że jest się inną osobą, niż w rzeczywistości. Takie zachowanie rzadko popłaca, zazwyczaj wypada się sztucznie, a próby utrzymywania nieprawdziwego wizerunku doprowadzić mogą do wielu zawstydzających sytuacji.

7. Pesymizm i bezustanne narzekanie na wszystko

Bycie totalnym pesymistą. Niektórzy ludzie wciąż narzekają- na rodzinę, władze, pogodę, wszelkie rzeczywiste i możliwe zło świata. Takie osoby są nielubiane, unika się spotkań z nimi, nikt nie ma ochoty bezustannie wysłuchiwać negatywnych opinii na dowolny temat i kasandrycznych przepowiedni.

8. Niemiłe uwagi na temat płci przeciwnej

 Dyskryminowanie płci przeciwnej. Wypowiadanie stereotypowych sloganów postponujących którąś z płci wywołuje antypatię i złość u obrażanej w ten sposób osoby. Takie uwagi są bowiem bezpodstawne i krzywdzące.

 

9. Pytania o stan posiadania

 

 

Pytania o stan posiadania rozmówcy są stanowczo zakazane. Nie należy dociekać jakim samochodem się porusza, z jakiego kruszcu zrobiona jest jego/jej biżuteria, ile zarabia, etc. Brak zainteresowania oczywiście też nie jest mile widziany, najlepiej znaleźć złoty środek i delikatnie okazywać ciekawość.

10. Desperacja w poszukiwaniu partnera

Desperackie poszukiwanie partnera również nie sprzyja spotkaniom. Wyznania w stylu: „To jest moja pierwsza randka od 35 lat” prawdopodobnie spłoszą zaproszoną osobę.

11. Kłamstwo

 „Kłamstwo ma krótkie nogi.” Warto pamiętać o tej maksymie, nieszczerość jest strategią krótkoterminową, utrzymywanie prawdy w tajemnicy nie tylko kosztuje wiele wysiłku, ale często jest wręcz niemożliwe. Jeśli kłamstwa wyjdą na jaw, osoba oszukana poczuje się znieważona i straci zaufanie do tego, kto ją tak potraktował.

12. Bezpardonowe głoszenie swoich racji

Kłótliwość. Dyskusje o polityce i religii na pierwszej randce mogą być ryzykowne, bezpardonowe głoszenie swych racji może zrazić interlokutora. Nie znaczy to oczywiście, że nie wolno się przyznawać do swych sympatii politycznych czy przynależności religijnej, ale z pewnością nie można narzucać ich nowopoznanej osobie.

Randka ma duże szanse być udaną, nawet jeśli nie wszystko pójdzie tak, jak zostało zaplanowane. Uśmiech lub subtelny żart rozluźnią atmosferę, a świadomość nietaktownych zachowań pozwoli na ich uniknięcie. Najważniejsze jednak, by być sobą i po prostu miło spędzić czas.

W skrócie:

 1. Bądź punktualny

2. Uśmiechaj się

3. Rób przerwy w mówieniu

4. Uważnie słuchaj drugiego

5. Nie obwiniaj innych

6. Bądź sobą, nie udawaj kogoś innego

7. Nie zwierzaj się z niepowodzeń

8. Nie wygłaszaj uwag na temat płci przeciwnej

9. Nie wypytuj o stan posiadania

10. Nie nastawiaj się, że to ten jedyny/ta jedyna

11. Nie zmyślaj

12. Nie wygłaszaj bezpardonowo swoich racji

 

 

Dziwują się ludzie… – piosenka ludowa

Tekst wersji śpiewanej przez moję babcię:

Dziwują się ludzie
i ja sama sobie,
z czegom ja się Janku,
z czegom ja się Janku,
spodobała Tobie.

Czy li po koralach,
com ja ich nie miała?
Czy li po robocie,
czy li po robocie,
żem się uwijała?

Spodobałaś mi się,
dziewczyno, Ci powiem,
żeś umiała nosić,
ześ umiałą nosić,
wianuszek na głowie!

Dziwują się ludzie – Zespół Lublin - Posłuchaj mp3

 

Dziwują się ludzie – Zespół „Fajna Ferajna”:



Tekst wersji Zespołu Imperium [disco polo]:

Dziwują się ludzie, dziwuję ja sobie:
po czym się dziewczyno, po czym się dziewczyno
spodobałaś Ty mnie.
Po czym się dziewczyno, po czym się dziewczyno
spodobałaś Ty mnie?

Czy po tych kolorach, coś ich tyle miała,
czy po tych łzach swoich, czy po tych łzach swoich;
coś nimi płakała.
Czy po tych łzach swoich, czy po tych łzach swoich
coś nimi płakała?

Spodobałaś mi się Marysiu kochana,
żeś umiała nosić, żeś umiała nosić
wianuszek na głowie.
Żeś umiała nosić, żeś umiała nosić
wianuszek na głowie.

Zagrajże muzyko, na nasze wesele!
Niech się Marysieńce, niech się Marysieńce
szczęście do nóg ściele.
Niech się Marysieńce, niech się Marysieńce
szczęście do nóg ściele.

Dziwują się ludzie – nagranie własne – będzie w przyszłości

Miłość a zakochanie – jak rozpoznać czy uczucia są trwałe?

Różnice między zakochaniem a miłością na podstawie książki Miłość autorstwa Barry St. Clair oraz Billa Jones’a. *

BAJKA – ZAKOCHANIE

PRAWDA – MIŁOŚĆ

Popadasz w to nagle.

Wzrasta z czasem.

Mało pogłębia się z czasem.

Zawsze się pogłębia.

Teraz chce seksu.

Chce czekać na seks.

Ma wzloty i upadki emocjonalne.

Jest konsekwenta.

Kocha miłość.

Kocha osobę.

Jest zmienne.

Jest wierna.

Nie możesz jeść ani spać.

Ma właściwą perspektywę.

Możliwe wrogie rozejście się z powodu  małego zadrażnienia.

Nie popada w panikę, gdy pojawiają się problemy.

Kładzie nacisk na urodę.

Zwraca uwagę na charakter.

Bierze.

Daje.

Jest oparte na twoich uczuciach.

Jest oparta na potrzebach drugiej osoby.

Koncentruje cię na sobie.

Kontroluje siebie.

Przejawia się uczuciem.

Przejawia się oddaniem.

Jest fizyczne.

Jest duchowa.

Chce znaleźć szczęście.

Oczekuje wypracowania szczęścia.

Pyta: Jak ja się czuję?

Pyta: Jak ty się czujesz?

Skupia się na zachowaniu drugiej osoby.

Bezwarunkowo akceptuje drugą osobę.

Możesz czuć to samo do kilku osób.

Kieruje swoje uczucie do 1 i tylko 1 osoby.

Pragnie posiadać sympatię tylko dla siebie.

Pozwala, by druga osoba kontaktowała się z innymi.

Może być oparte na niewielu kontaktach  (tylko z osobą, z którą chodzisz).

Oparta na wielu kontaktach (chodziłeś z wieloma osobami).

Posiada wyidealizowany obraz drugiej osoby.

Ma realistyczne spojrzenie na silne strony i słabości drugiej osoby.  

   Unika problemów.

Pokonuje problemy.

 

Miłość nie jest bajką.   Jest rzeczywistością.

 

  * Barry St. Clair, Bil Jones, Miłość, Lublin 1993, ss.16-17.

Khadja Nin – Kembo



Piękna piosenka Khadji Nin z albumu „Ya” z 2000 roku,
w której opłakuje swego zmarłego męża

/Khadja Nin, Dominic Miller, Paul Rein/

Kembo – tekst oryginalny

unaniaca unaenda tena
nabaki apa mimi peke yangu
watoto, watoto wanaliya
usiende…
Kembo, Kembo, Kembo…

watoto wanaliya ni wewe
wandugu wanaliya ni wewe
ata mama yako analiya
mimi bibi yako naliya

usiende na sorrow
tutangoja
Kembo

watoto wanaliya wewe
napashwa
wandugu wanaliya ni wewe
napashwa
ata mama yako analiya
napashwa
mimi bibi yako naliya

usiende na sorrow
nitangoja
Kembo.

usiende na sorrow tutangoja
usiende na sorrow tutangoja
usiende na sorrow tutangoja
usiende na sorrow tutangoja

usiende na sorrow
tutangoja
Kembo.

watoto wanaliya hood !!!
unapashwa
wandugu wanaliya hood !!!
unapashwa
ata mama yako analiya
unapashwa
mimi bibi yako naliya

usiende na sorrow
nitangoja…
Kembo.

Kembo… Kembo…Kembo…

tłumaczenie polskie:

Opuszczasz mnie
By znów wyruszyć
Ku nieznanym krainom
Samotna tutaj pozostaję
I w samotności tej
gubię się

A dzieci… Dzieci
Opłakują skrycie
Twe odejście,
którego nie pojmują
Nie odchodź
Nie odchodź,
Kembo…

Dzieci toną we łzach
Ale ja wiem, że musisz iść
Przyjaciele
zalewają się łzami
Ale ja wiem,
że nie masz wyboru
Matka opłakuje syna
Żona opłakuje męża
Chociaż wszyscy wiemy,
że nie masz wyboru

Więc odejdź
Idź w pokoju
Idź i wracaj potem
Jak ci, którzy cię kochają
Będę umiała
na ciebie czekać
Idź w pokoju, Kembo.

Jak powstał utwór, opowiada Khadja Nin: „Ten utwór został nagrany podczas „Wiosny Trubadurów” (Le Printemps des Troubadours) odbywającej się w Château de Marouatte w Périgord (Francja). Dwa razy do roku przez cały tydzień sławny producent i wydawca Miles Copeland gości tam znanych muzyków i wykonawców reprezentujących wszelkie możliwe gatunki muzyczne. Codziennie, w grupach składających się z trzech dobranych przez niego osób, artyści uczestniczą w swoistych jam sessions odbywających się zgodnie z rygorystycznie przestrzegany rozkładem godzin. W ten sposób muzycy, których twórcze drogi w normalnych warunkach nigdy by się nie przecięły, zasiadają wspólnie do pracy, która nieraz przynosi zupełnie nieoczekiwane rezultaty. Wynik: sześć dni i sześć nowych utworów, a wśród nich – „Kembo”.
Piosenka została skomponowana i nagrana w ciągu zaledwie kilku godzin. Jest owocem mojej współpracy z Dominikiem Millerem – niezrównanym gitarzystą (współkompozytor utworu Stinga „Shape Of My Heart”, wykorzystanego przez Luca Bessona w filmie „Leon Zawodowiec”) i Paulem Reinem – jednym z najlepszych kompozytorów i producentów szwedzkich. Ponieważ piosenka ma raczej niezwykły klimat i wyróżnia się na tle pozostałych utworów, została umieszczona na końcu jako naturalne zakończenie albumu. Stanowi zapis nowego, niezwykłego doświadczenia w moim życiu. „KEMBO” to uchylone drzwi, za którymi czeka na mnie całkiem nowy świat…”

6 SPRAWDZIANÓW MIŁOŚCI pkt. 5 oraz 6.

SPRAWDZIAN MIŁOŚCI pkt. 5 i 6. KŁÓTNIA oraz CZAS*

„Jest też i sprawdzian kłótni. Bardzo ważne jest, by przed ostatecznym ślubowaniem umieć się kłócić, pojednać i przebaczyć. Po ślubie na taką naukę jest za późno.Dlatego szóstym punktem jest sprawdzian czasu. Narzeczeństwo powinno trwać rok, minimum pół roku, chociaż to raczej za mało. Partnerstwo w małżeństwie nabiera szczególnej głębi i wartości właśnie przez trwałość, dlatego że od ślubu nie ma odwrotu. Ślub nie jest celem, to dopiero początek (…)”.

* Opis pochodzi z książki o. Winfrieda Wermtera pt. „Małżeństwo może się udać” (ss. 23-25).